Notka nie zma nic zupełnie wspólnego z tytułem*
Mogłabym napisać wiele,nie wiem ile jednak z tego wszystkiego napiszę.
Po środowym wkurwie dostałam turbo i w czwartek upiekłam pierniczki-sztuk 150, następnie zszyłam sweterek męża i dorobiłam pisę dekoltu,zaczęłam i skończyłam(!!!) szal do kompletu-właściwie wyszła taka narzutka tylko i zastanawiam się czy nie dokupić jeszcze jednego motka włóczki i nie zrobić z tego porządnego szala.
Pozwolę sobie również odpowiedzieć tu na komentarze - jeśli chodzi o moje prace to ja dopiero zaczynam i poziom ich wykonania jest lekko chujowy,jak jeszcze trochę porobię,to oczywiście powysyłam zdjęcia tu i tam z najdzieją,że dopatrzą się w tym czegoś senswonego i reprezentacyjnego (jest to moje marzenie).
Jeśli chodzi o serce to nie są to pierwsze objawy jakimi się mogę pochwalić.Kilka lat temu przy jednej z wielkich domowych awantur złapałam się za serce i padłam i nie mogłam oddychać przy okazji mając jakieś dzwine drgawki (od tej pory mąż już tak bardzo mnie nie wkurwia,jak widzi,że coś nie teges to się zamyka).
Do lekarza nie pójdę, bo nie wiem po co.
Wtedy po tamtym poszłam,bo nie tylko mąż się wystraszył,ale ja też.
Poszłam do lekarza i EKG.
Nie wyszło fajnie więc było UKG.
Póżniej w końcu dostałam skierowanie do szpitala.
Pojechałam do tego, do którego miałam dojazd.
Nie przyjęli mnie, bo oczywiście "to nie mój rejon".
Lekarz dyżurujący zadał mi dziwne pytanie- czy czegoś nie zażyłam i że to może po tym?
Wkurwiłam się,bo ja niczego w życiu nie brałam a jedyną używką w moim życiu były papierosy.
W końcu jak się zdenerwowałam to on stwierdził,że nie ma podstaw do tego by mnie zatrzymać i żebym sobie jechała do szpitala z mojego rejonu.
Zabrałam się i stwierdziłam,że mam to głęboko w dupie i sram na to.
I jak słyszę tekst,że nie ma rejonizacji to się we mnie gotuje,bo pamiętam tamten dzień.
Lekarz pierwszego kontaktu stwierdził,że mam nerwicę,ale niepokojące są te objawy ze strony serca-szczególnie w momentach kiedy się nie stresuję.
I tak sobie przypominając to problemy z sercem wyszły mi po zapaleniu płuc(gdzie cudowna pani doktor leczyla mnie na coś zupełnie innego,dopiero internista przyszedł i nawrzeszczał na nią,że mam zapalenie płuc a ona się nie poznała).
Po serii zastrzyków i miesięcznym pobycie w domu zaczęło mi wyłazić coś z sercem.
Bolało,szarpało przy oddychaniu i pan doktor powiedział,że mogło się osłabić po zapaleniu płuc, później jakby było ok, do epizodu kiedy zaliczyłam zgona a mąż latał koło mnie jak koło głupiej podkładając mi poduszki pod wszystkie częsci ciała pod jakie dało się poduszki podłożyć.
A teraz znów coś mi się z sercem dzieje.
Jakiś tępy ból mi się przyczepił do mnie i nie chce odejść :/
do tego coś mnie w boku kłuje i nawet jakby w okolicy nerek i chyba oznacza to,że w nocy znów się wykopałam i leżałam z nerami na wierzchu.
Koszul nocnych nie noszę,bo rano zwykle budzę się z taką koszulą owiniętą wokół głowy,z dupą na wierzchu. I wyobraźmy sobie,że umieram w łóżku,przyjeżdża pogotowie a ja z dupskiem na wierzchu...
Wolę raczej zestawy typu spodnie i koszulka,mam takie ładne,dostałam od mamusi,oczywiście wiele osób stwierdziłoby,że są wieśniackie lub staromodne...ale są cieplutkie...Niestety góra wpuszczona w spodnie rano okazuje się zadarta pod szyję- i budzę się z cyckami na wierzchu a co za tym idzie i plecy się odsłaniają.
A jesli o cycki chodzi to mam te z gatunku wiszących,zarzucanych na plecy.
O przypomniało mi się, dowcip miesiąca- co różni mnie od kobiety po porodzie?Oczywiście brak dziecka, bo wiszące cycki,wiszący brzuch, rozstępy itd już mam.
No dobra, ale odbiegam od tego co miałam napisać.
Byłam w UP.
Oczywiście ofert pracy zero.
Wylądowałam na rozmowie u DORADCY ZAWODOWEGO, czyli zajebiście.
To tak jakby zdrowego człowieka zamknąć w psychiatryku z najgorszymi przypadkami...
Po pierwsze pani zrobiła mi przesłuchanie- dlaczego już nie pracuję w szkole.
poczułam się jak zbrodniarz normalnie- jakby powodem mojego bezrobocia była dyscyplinarka za picie w godzinach i miejscu pracy albo molestowanie seksualne nieletnich.
Później zapytała w jaki sposób szukam pracy- czyli od razu zarzuciła mi lenistwo i opierdalanie się,siedzenie na dupie i olewanie całkowicie tematu praca.
Następnie zapytała jakie ogłoszenia biorę pod uwagę- czyli sprawdzimy czy czasem za wysoko nie mierzy...
Po romowie poczułam się zupełnie zeszmacona, co najmniej czułam się jak przestępca czekający na dożywocie lub wykonanie kary śmierci.
Oczywiście zaproponowała mi założenie działalności gospodarczej.Wkurzona już acz opanowana zapytałam się jaką działalność gospodarczą na wsi ma na myśli bo mamy spożywczy,mięsny,piekarnię,chemiczny,kiosk ruchu i dwa bary.Moje pytanie ją zgasiło.Na milczenie jej odpowiedziałam,"no właśnie".
Później zaproponowała mi studia podyplomowe- więc zapytałam czy mi za nie zapłaci,usłyszałam,że dostanę 500zł od urzędu!!!Na cały czas kształcenia całe 500 zł!! no i jak dobrze by poszło to może 100 zł bym dostawała stypendium.
Co mi kurwa da 100zł?Utrzymam się za to?
No i na koniec mnie się zapytała jak sobie daję radę finansowo.
Powiedziałam,że źle, bo z pensji męża utrzymać się nie da(nie no oczywiście dajemy radę jak mam zasiłek-bez zasiłku może być kiepsko).
Po czym dostałam odroczenie do marca.
Następna wizyta w marcu.
a i zapomniałam,chciałam sobie podbić książeczkę.
Poszłam do kolejnego pokoju (czwarty pokój tego dnia) i mówię,że chciałam podbić sobie legitymację ubezpieczeniową.
babsko zapytało mnie czy byłam dziś w jakimś pokoju,mówię,że tak i pokazuję karteczkę z nowym terminem.
A baba co?
Poszła sprawdzić na górę czy powiedziałam prawdę...KOSZMAR
W urzędzie spędziłam prawie dwie godziny i ledwo zdążyłam na pks(jedyny jadący w kierunku mojej wsi).
Jeśli ktoś zna kogoś komu UP znalazł pracę to poproszę o kontakt,złożę gratulacje...
Nie dość,że nie mają ofert pracy to jeszcze z człowieka robią przygłupa,który nie umie znależć sobie pracy.
Tylko,niech mi ktoś wytłumaczy jak i gdzie znaleźć pracę jeśli nie ma ogłoszeń a ogłoszeń nie ma,bo przecież jak się gdzieś ma zwolnić miejsce to już ktoś po znajomości wciska na nie kogoś z rodziny itp.
No i żeby dobić mnie na koniec, małżonek oświadczył,że ma tydzień wolnego...a jak dobrze(wg niego)pójdzie, to do pracy pójdzie dopiero w styczniu...
Oznacza to,że w styczniu będziemy przymierać głodem bo pensja będzie tak śmieszna,że jak dostanie 1200 na rękę to będzie cud...
Po drugie oznacza to,że całkiem prawdopodobne iż się pozabijamy,bo on mnie strasznie wkurwia na urlopach.
Zrzędzi itd.
Nie da się z nim wytrzymać i zastanawiam się co robić?
Poza tym,ja do sprzątania to muszę mieć spokój,nie lubię jak mi ktoś za dupą łazi i narzeka a wiem,że tak będzie...
Obkupiłam się w leki antydepresyjne dostępne bez recepty, zrobiłam zapas leków uspakajających, po leki nasenne i antydepresanty i uspokajacze z wyższej półki będę musiała iść do lekarza,inaczej świąt nie dożyję...
Ps. zdjęcia moich dzieł zamieszczę jak mi się będzie chciało zdjęcia wrzucić na kompa.
5 grudnia 2009
2 grudnia 2009
Wkurw totalny
Jestem wściekła, tak podkurwiona,że jestem w stanie kogoś zabić...
Przeryczałam pół dnia.
Bo taka Anka dostała pracę- choć wcale się o nią nie starała, jej przyszły teść załatwił jej posadę na Polibudzie.
Załatwił też pracę swojemu synkowi...
Dodam,że również załatwił im mieszkanie, dostali M-3 od miasta...miasta w ktorym nie ma mieszkania dla 8 osobowej rodziny gnieżdżącej się w starej kamienicy w dwóch pokojach-usłyszeli,że za 7 lat może mieszkanie będzie...
A dla takich cwaniaków mieszkanie się znalazło,bez problemu...choć nie są małżeństwem...
Bo oczywiście mają znajomości....
Jestem tak wkurwiona,że mi się żyć odechciewa.
Bo dla porządnych ludzi pracy nie ma...
zresztą jak ma być,jak jakiś pierdolony cwaniaczek ze znajomościami pracę dostanie, zanim dadzą ogłoszenie,że kogoś potrzebują.
Przez takie pierdolone kolesiostwo nic nigdy się nie zmieni a ludzie tacy jak ja będą żyli poniżani, przez takich cwaniaków.
Mam dość życia na świecie w którym nie jest ważne jakie się ma wykształcenie,predyspozycje,gdzie ważne jest tylko czy ma się znajomości...
co ze mną jest nie tak?
niech mi ktoś powie, dlaczego w życiu mam takiego pierdolonego pecha?
Dlaczego cały świat żyje lepiej ode mnie, czemu inni się potrafią cieszyć byle czym?
Dlaczego wszyscy są szczęśliwi,a ja od paru lat rozpadam się?
Co ze mną jest nie tak, i czemu cały świat sobie ze mnie kpi,pokazując mi,że jestem gorsza niż najgorsze istnienie.
Za każdym razem,kiedy wydaje mi się,że wychodzę na prostą, kiedy wydaje mi się,że wynurzam się z gówna w którym tonę, zdarza się coś co tylko utwierdza mnie w tym,że jestem nikim i nie zasługuję na wynurzenie się z owego gówna...?
DOPISEK
od pięciu dni boli mnie niemiłosiernie serce.
Ból potęguje się przy ruchu.
Najbardziej mnie boli wieczorem.
A co śmieszne, również kiedy leżę.
To takie kłucie...i jakby arytmia?
Znaczy serce mi normalnie bije, za chwilę czuję jak szybko bije a później zwalnia.
potrafię mieć zajebiste ciśnienie 70/50 i do tego tętno 979rekordowe 130 w stanie spoczynku).
Czuję,że mnie coś pierdolnie niedługo.
Wczoraj z tej okazji zrobiło mi się słabo jak wstałam :/
Do tego czuję się jak flak,albo przeżute i wyplute żarcie.
i zastanawiam się kiedy mnie dopadnie świńska grypa, bo od kilku dni mnie łamie...
i tak sobie wkręcam bajkę pt. "mając chore(??)serce i jednocześnie świńską grypę trafi mnie szlag w pizdu ja mać"
Z innej beczki:
W międzyczasie przeczytałam sobie:


obie ksiązki przygodowe...niestety myślałam,że ta pierwsza to będzie raczej popularnonaukowa bo że druga to zupełna fantastyka to ja wiedziałam.
Strażnika Testamentu szybko przeczytałam,akcja zaskakiwała i przede wszystkim wciągała...
W poniedziałek będę miała zamówione książeczki już w domu więc będzie co czytać, taki miły przerywnik w depresji...
23 razy próbowałam włączyć TV-znaczy brałam pilota do ręki,po czym sobie przypominałam,że DUPAAAAAAA,TV się zjebał :/
Przeryczałam pół dnia.
Bo taka Anka dostała pracę- choć wcale się o nią nie starała, jej przyszły teść załatwił jej posadę na Polibudzie.
Załatwił też pracę swojemu synkowi...
Dodam,że również załatwił im mieszkanie, dostali M-3 od miasta...miasta w ktorym nie ma mieszkania dla 8 osobowej rodziny gnieżdżącej się w starej kamienicy w dwóch pokojach-usłyszeli,że za 7 lat może mieszkanie będzie...
A dla takich cwaniaków mieszkanie się znalazło,bez problemu...choć nie są małżeństwem...
Bo oczywiście mają znajomości....
Jestem tak wkurwiona,że mi się żyć odechciewa.
Bo dla porządnych ludzi pracy nie ma...
zresztą jak ma być,jak jakiś pierdolony cwaniaczek ze znajomościami pracę dostanie, zanim dadzą ogłoszenie,że kogoś potrzebują.
Przez takie pierdolone kolesiostwo nic nigdy się nie zmieni a ludzie tacy jak ja będą żyli poniżani, przez takich cwaniaków.
Mam dość życia na świecie w którym nie jest ważne jakie się ma wykształcenie,predyspozycje,gdzie ważne jest tylko czy ma się znajomości...
co ze mną jest nie tak?
niech mi ktoś powie, dlaczego w życiu mam takiego pierdolonego pecha?
Dlaczego cały świat żyje lepiej ode mnie, czemu inni się potrafią cieszyć byle czym?
Dlaczego wszyscy są szczęśliwi,a ja od paru lat rozpadam się?
Co ze mną jest nie tak, i czemu cały świat sobie ze mnie kpi,pokazując mi,że jestem gorsza niż najgorsze istnienie.
Za każdym razem,kiedy wydaje mi się,że wychodzę na prostą, kiedy wydaje mi się,że wynurzam się z gówna w którym tonę, zdarza się coś co tylko utwierdza mnie w tym,że jestem nikim i nie zasługuję na wynurzenie się z owego gówna...?
DOPISEK
od pięciu dni boli mnie niemiłosiernie serce.
Ból potęguje się przy ruchu.
Najbardziej mnie boli wieczorem.
A co śmieszne, również kiedy leżę.
To takie kłucie...i jakby arytmia?
Znaczy serce mi normalnie bije, za chwilę czuję jak szybko bije a później zwalnia.
potrafię mieć zajebiste ciśnienie 70/50 i do tego tętno 979rekordowe 130 w stanie spoczynku).
Czuję,że mnie coś pierdolnie niedługo.
Wczoraj z tej okazji zrobiło mi się słabo jak wstałam :/
Do tego czuję się jak flak,albo przeżute i wyplute żarcie.
i zastanawiam się kiedy mnie dopadnie świńska grypa, bo od kilku dni mnie łamie...
i tak sobie wkręcam bajkę pt. "mając chore(??)serce i jednocześnie świńską grypę trafi mnie szlag w pizdu ja mać"
Z innej beczki:
W międzyczasie przeczytałam sobie:


obie ksiązki przygodowe...niestety myślałam,że ta pierwsza to będzie raczej popularnonaukowa bo że druga to zupełna fantastyka to ja wiedziałam.
Strażnika Testamentu szybko przeczytałam,akcja zaskakiwała i przede wszystkim wciągała...
W poniedziałek będę miała zamówione książeczki już w domu więc będzie co czytać, taki miły przerywnik w depresji...
23 razy próbowałam włączyć TV-znaczy brałam pilota do ręki,po czym sobie przypominałam,że DUPAAAAAAA,TV się zjebał :/
Etykiety:
pisadło
1 grudnia 2009
Grudzień
Grudzień zaczął się pechowo...
Zastanawiam się kiedy ten cholerny pech nas opuści...
Odszedł "Łoren" (kto ogląda spadkobierców to wie,że Łoren jest przyjacielem wszystkich).
My też mieliśmy takiego przyjaciela.
Był przyjacielem mojego męża 13 lat, moim tylko 7 z hakiem.
Był przyjacielem kotkapieska, moich rodziców...
I odszedł.
Po cichu...jak nikogo przy nim nie było.
Mam wyrzuty sumienia, bo byłam ostatnią osobą z którą przebywał.
I zaświadczam,że był żywy jak wychodziłam.
No więc zostaliśmy bez TELEWIZORA.
Czuję się jak bez ręki i nogi.
Nie obejrzę "Mody na sukces","Pierwszej Miłości","Na wspólnej".
Skomplikował nam życie na maksa.
Zdechł przed świętami.
Ja nie mam pracy...
Nie wiem kiedy i za co sprawimy sobie nowego Łorena.
Dostaję pierdolca od rana- bo przecież radio to nie to samo co telewizor.
Jak sobie pomyślę,że bez telewizora będę kilka miesięcy to dostaję szajby.
Bo komputer to też nie to samo,z moim "szybkim" internetem to mogę sobie jedynie żyły podciąć i zaświadczam,że przędzej całą krew mi się wysączy niż mi się strona zmieni...
Robię wszystko i nic.
napierdalają mnie zatoki,serce od kilku dni mi dokucza...czekam aż się nakryję kopytkami i zostanę w takiej pozycji na wieki wieków.
Sweterek czeka na zszycie-nie chce mi się.
Szal z Luny sprułam i zaczynam nowy-nie wiem kiedy.
Odeszła ze mnie cała energia.
Nic tylko sobie kupić trumnę, położyć się w niej i czekać na koniec...
W piątek mam UP.
Jak wiadomo-piątek, chujowy początek.
Nie liczę na ofertę pracy,bo na dzień dzisiejszy nie mają żadnej nowej...
Wkurwa dostaję od szukania w necie i gazetach...
Ogólnie jestem nastawiona ANTY do wszystkiego i wszystkich.
Czekam aż wybuchnę...
Zastanawiam się kiedy ten cholerny pech nas opuści...
Odszedł "Łoren" (kto ogląda spadkobierców to wie,że Łoren jest przyjacielem wszystkich).
My też mieliśmy takiego przyjaciela.
Był przyjacielem mojego męża 13 lat, moim tylko 7 z hakiem.
Był przyjacielem kotkapieska, moich rodziców...
I odszedł.
Po cichu...jak nikogo przy nim nie było.
Mam wyrzuty sumienia, bo byłam ostatnią osobą z którą przebywał.
I zaświadczam,że był żywy jak wychodziłam.
No więc zostaliśmy bez TELEWIZORA.
Czuję się jak bez ręki i nogi.
Nie obejrzę "Mody na sukces","Pierwszej Miłości","Na wspólnej".
Skomplikował nam życie na maksa.
Zdechł przed świętami.
Ja nie mam pracy...
Nie wiem kiedy i za co sprawimy sobie nowego Łorena.
Dostaję pierdolca od rana- bo przecież radio to nie to samo co telewizor.
Jak sobie pomyślę,że bez telewizora będę kilka miesięcy to dostaję szajby.
Bo komputer to też nie to samo,z moim "szybkim" internetem to mogę sobie jedynie żyły podciąć i zaświadczam,że przędzej całą krew mi się wysączy niż mi się strona zmieni...
Robię wszystko i nic.
napierdalają mnie zatoki,serce od kilku dni mi dokucza...czekam aż się nakryję kopytkami i zostanę w takiej pozycji na wieki wieków.
Sweterek czeka na zszycie-nie chce mi się.
Szal z Luny sprułam i zaczynam nowy-nie wiem kiedy.
Odeszła ze mnie cała energia.
Nic tylko sobie kupić trumnę, położyć się w niej i czekać na koniec...
W piątek mam UP.
Jak wiadomo-piątek, chujowy początek.
Nie liczę na ofertę pracy,bo na dzień dzisiejszy nie mają żadnej nowej...
Wkurwa dostaję od szukania w necie i gazetach...
Ogólnie jestem nastawiona ANTY do wszystkiego i wszystkich.
Czekam aż wybuchnę...
Etykiety:
pisadło

