Gdybym tak napisała to byłabym kłamczuchą,bo przecież fryzjer to ja ;))
No tak, musiałam obciąć już te ohydnie wyglądające kudły!!
Nie ma nic gorszego niż rozdwojone końcówki i wypadające włosy.
A moje wypadają(wypadały) na potęgę.
Powiedzmy,że nie mogę mieć włosów do pasa bo dla nich to masakra.
Więc są krótkie.
Dajmy na to,że je cieniowałam...albo załóżmy,że miały być cieniowane.
Koszt obcięcia 0 zł.
To moje drugie własnoręczne obcinanie, pamiętałam już żeby mokrych włosów nie podcinać do upragnionej długości,tylko dłużej, bo jak wyschną to się uniosą.
Ostatnio takiej wiedzy nie posiadałam i byłam ścięta za krótko...
Dziś rano stwierdziłam,że jest to fryzura "na Rubika"
Trzasnę sobie jeszcze jasnego blonda i jak w mordę strzelił...Rubik z nadwagą.
Nie, na serio to myślę o rudym.
kocham rudy,marzę od dziecka o rudych włosach...
Marzę również o przystojnym,rudym,brodziatym Szkocie,koniecznie mieszkającym w jakimś szkockim zamczysku,oczywiście Szkocie w kilcie,bez majtek dla jasności...
A mąż...nie znosi rudego!!!!
Odgraża się,że mnie opierniczy na łyso jak będę spała...
No i co mam teraz robić?
Bo ja szamponetką chciałam-tak do 6 myć,tylko,żeby się nacieszyć...
Ehhhh i tak zafarbuję i efekt zaprezentuję na zdjęciach-nawet już cyknęłam fotę moich kudełków w umywalce-dla niedowiarków,że sama wszystko robiłam.
A jeśli się komuś zdaje,że ja mam rude włosy-niby,że na zdjęciach z beretem i szalem tak widać, to mówię - tylko tak widać.Bo mam ciemny blond naturalnie.
*
Z innej beczki- mąż gdzieś podpatrzył sklep SPOD lADY...jest tam kilka rzeczy,które w dzieciństwie (PRL) mnie cieszyły a wśród nich gra Eurobusiness...można część rzeczy kupić,również i grę.Tej gry nigdy nie miałam,miał ją mój brat cioteczny.Gdy ją zobaczyłam,zaczęłam się ślinić.Znalazłam ją jeszcze taniej na REBELu.Kupiłam.Gra sobie właśnie jedzie do mnie przez pół Polski.Koszt kuriera to 15 zł- gdyby tylko do mnie jechał, to się nie opłaca,bo paliwo więcej kosztuje,może więc po drodze jeszcze kogoś ma?Jeśli nie to współczuję...Chciałabym widzieć jego minę,gdybym mu powiedziała co mi przywiózł ;))
Zastanawiam się więc czy tego czasem nie zrobić :P
Czekam więc na grę,bo tak by było co w weekend robić.
Marzę o wyjściu do kina.
Nie byłam już ze sto lat.
Oczywiście nie mam z kim, oczywiście mnie nie stać,bo tu w okolicy nie ma kina :/ mam wybór dojazdu 60 km lub 50 km do miast wojewódzkich.Pech chciał,że znalazłam się po środku dwóch województw, na wsi,której wg operatorów różnych sieci i systemów, po prostu nie ma...
Utknęłam na wsi zabitej dechami,gdzie jeszcze przebłyski średniowiecza są.Np. niezapomniany kibel u teściów - na dworze, zimna woda...PRZEŻYŁAM TAM DWIE ZIMY więc chyba nic już nie jest mi straszne, właściwie to prawie niczym to się nie różniło od życia w kartonie.
Jestem chyba przygotowana już na taką ewentualność...
*
1/3 przodu mężowskiego swetra zrobiona, jeszcze 2/3 i żegnaj podła włóczko!Bo włóczka cieniutka jest i po prostu kurwica mnie bierze jak mam dziabać w czymś takim małym,z brylami na ryju.Jeszcze 2/3 i jestem bliżej swojego płaszcza...co prawda po drodze będę robiłam drugi budyniowy komplet zimowy,ale to pestka 2,3 dni i komplet gotowy.
*
A i zapomniałam powiedzieć, w przyszłym tyg robię za cukiernika.
Piekę dwa ciasta na zamówienie.
Nie za darmo ;)))
Ktoś dostrzegł mój ukryty potencjał, jeśli chodzi o wypieki :P
30 października 2009
28 października 2009
Kochany...
...nie ma Cię już pół roku...
Moje dni bez Ciebie są szare i smutne.
Żyję pięknymi wspomnieniami naszych wspólnie spędzonych chwil.
Te nasze "szaleństwa".
Nawet nie wiedziałam,że będziesz miał tyle siły i wigoru,żeby zrobić całą przeprowadzkę.
Tak,przeprowadziłeś mnie(oprócz mebli,ale to zrozumiałe).
Albo nasze cudowne wypady za miasto...
Jednak przyszedł dzień w którym zacząłeś mnie,brutalnie mówiąc,wkurwiać.
To kiedy w połowie drogi odechciało Ci się jechać.
Kiedy po jednej z dyskotek szkolnych musieli nas wypychać.
Przestałeś liczyć się z moim zdaniem.
Później jeszcze trzy razy zrezygnowałeś z podróży, doprowadzając mnie do łez.
Musieliśmy się rozstać, to było nieuniknione...
chociaż nie chciałam Cię zostawiać...
Tak, lepiej by było gdybyś był przy mnie Ziutku,
ale nie jesteś...
Najgorzej było patrzeć jak ktoś obcy w Tobie grzebie, zatapia swoje tłuste paluchy w Tobie...
Aż się wtedy popłakałam.
Ale umówmy się, swoje najlepsze lata już dawno miałeś za sobą.
Nie zobaczymy się już nigdy,bo przerobili Cię zapewne na żyletki, kto wie, może Twoje serce ma nowego właściciela.
Pozostaniesz na zawsze w mojej pamięci.
Moja "Mechaniczna pomarańczo"

*
Tak to były chwile...
Niezapomniane chwile,kiedy musiałam wypychać auto,lub kiedy musiałam je odpalać kijkiem!Zawsze na wszelki wypadek woziłam zapasowy kijek,bo nigdy nie wiadomo.
Żałuję czasem,że nie ma już Ziutka, bo zrobił wiele,całą przeprowadzkę nim zrobiłam...ogólnie był niezastąpiony.
Co z tego,że mam teraz "Czerwonego Zadka" jak mi się tęskni za moim maluszkiem,tym cudownym klekocikiem jego, maksymalną prędkością 80km/h i tym,że mogłam go sama naprawić(w miarę możliwości).
Tak na marginesie "Zad" ma założone już opony zimowe ;))
*
Wczoraj co było śmieszne,robiłam za informatora.
Znaczy tak, tata instalował sobie antywirusa :P
Program oraz instalacja po angielsku.
Tata angielskiego nie zna, od razu wcisnął przycisk "Help" w telefonie i połączyło go ze mną.
Cóż rozmowa telefoniczna po angielsku nie ma sprawy.
Rozmowa z kimś kto wydukuje angielskie słówka...
Rany,myślałam że padnę.
Bo ze zwykłych słów nie wiem co się robiło.
W końcu kazałam wszystko literować.
Po trzech godzinach walki taty z oprogramowaniem i 12 telefonami do mnie w tej sprawie "o już wiem, dobra to kończę", po czym "chyba jednak nie wiem o co chodzi", program został zainstalowany.
A już miałam normalnie wsiąść w auto i jechać te 60 km zainstalować mu ten program...
Dlaczego nie chciał zainstalować Avasta? nie wiem.
proponowałam,mówiłam,że łatwiej, cóż...
Ważne,że ma już antywirusa i nie będzie się bał odbierać maili.
A bo moi rodzice a przynajmniej tata to tacy bardziej rozwinięci technicznie i informatycznie są.
Początki były takie,że musiałam robić screeny,drukować i przyklejać na ścianie (nie żartuję,niestety).
A teraz tata SAM założył sobie konto na allegro i nawet kilka rzeczy już zakupił ("nigdy nie kupię nic przez internet,bo tam oszukują"-twierdził z uporem maniaka,bo w pracy się nasłuchał o takich przypadkach).
Ehhh idę sprzątać.
Moje dni bez Ciebie są szare i smutne.
Żyję pięknymi wspomnieniami naszych wspólnie spędzonych chwil.
Te nasze "szaleństwa".
Nawet nie wiedziałam,że będziesz miał tyle siły i wigoru,żeby zrobić całą przeprowadzkę.
Tak,przeprowadziłeś mnie(oprócz mebli,ale to zrozumiałe).
Albo nasze cudowne wypady za miasto...
Jednak przyszedł dzień w którym zacząłeś mnie,brutalnie mówiąc,wkurwiać.
To kiedy w połowie drogi odechciało Ci się jechać.
Kiedy po jednej z dyskotek szkolnych musieli nas wypychać.
Przestałeś liczyć się z moim zdaniem.
Później jeszcze trzy razy zrezygnowałeś z podróży, doprowadzając mnie do łez.
Musieliśmy się rozstać, to było nieuniknione...
chociaż nie chciałam Cię zostawiać...
Tak, lepiej by było gdybyś był przy mnie Ziutku,
ale nie jesteś...
Najgorzej było patrzeć jak ktoś obcy w Tobie grzebie, zatapia swoje tłuste paluchy w Tobie...
Aż się wtedy popłakałam.
Ale umówmy się, swoje najlepsze lata już dawno miałeś za sobą.
Nie zobaczymy się już nigdy,bo przerobili Cię zapewne na żyletki, kto wie, może Twoje serce ma nowego właściciela.
Pozostaniesz na zawsze w mojej pamięci.
Moja "Mechaniczna pomarańczo"

*
Tak to były chwile...
Niezapomniane chwile,kiedy musiałam wypychać auto,lub kiedy musiałam je odpalać kijkiem!Zawsze na wszelki wypadek woziłam zapasowy kijek,bo nigdy nie wiadomo.
Żałuję czasem,że nie ma już Ziutka, bo zrobił wiele,całą przeprowadzkę nim zrobiłam...ogólnie był niezastąpiony.
Co z tego,że mam teraz "Czerwonego Zadka" jak mi się tęskni za moim maluszkiem,tym cudownym klekocikiem jego, maksymalną prędkością 80km/h i tym,że mogłam go sama naprawić(w miarę możliwości).
Tak na marginesie "Zad" ma założone już opony zimowe ;))
*
Wczoraj co było śmieszne,robiłam za informatora.
Znaczy tak, tata instalował sobie antywirusa :P
Program oraz instalacja po angielsku.
Tata angielskiego nie zna, od razu wcisnął przycisk "Help" w telefonie i połączyło go ze mną.
Cóż rozmowa telefoniczna po angielsku nie ma sprawy.
Rozmowa z kimś kto wydukuje angielskie słówka...
Rany,myślałam że padnę.
Bo ze zwykłych słów nie wiem co się robiło.
W końcu kazałam wszystko literować.
Po trzech godzinach walki taty z oprogramowaniem i 12 telefonami do mnie w tej sprawie "o już wiem, dobra to kończę", po czym "chyba jednak nie wiem o co chodzi", program został zainstalowany.
A już miałam normalnie wsiąść w auto i jechać te 60 km zainstalować mu ten program...
Dlaczego nie chciał zainstalować Avasta? nie wiem.
proponowałam,mówiłam,że łatwiej, cóż...
Ważne,że ma już antywirusa i nie będzie się bał odbierać maili.
A bo moi rodzice a przynajmniej tata to tacy bardziej rozwinięci technicznie i informatycznie są.
Początki były takie,że musiałam robić screeny,drukować i przyklejać na ścianie (nie żartuję,niestety).
A teraz tata SAM założył sobie konto na allegro i nawet kilka rzeczy już zakupił ("nigdy nie kupię nic przez internet,bo tam oszukują"-twierdził z uporem maniaka,bo w pracy się nasłuchał o takich przypadkach).
Ehhh idę sprzątać.
Etykiety:
pisadło
27 października 2009
Hmmmmmm
Ogólnie to nie mam pomysłu na szablon.
Podoba mi się każdy...
Przez pięć minut,dwa dni...
Sweter dla męża w większej części zrobiony-dwa rękawy i tył.Został do zrobienia przód.
Robótka wychodzi mi już bokiem,bo mam chęć robić coś innego.
Tylko przecież OBIECAŁAM.
Więc dziabię...
Do Mańka przyszedł kolejny kolega(koleżanka?) na wycieraczkę.
Ja nie wiem,czy koty czują wykastrowanego kota?
Bo w domu kota nie czuć, nie tylko moje odczucie ale innych,którzy przychodzą - zdziwieni bo nie cuchnie kocim moczem...
Albo po prostu ktoś chamsko mi te koty podrzuca?
I jeszcze bym parę rzeczy napisała,ale mi się nie chce.
Spałam trzy godziny.
Całe trzy godziny.
Do drugiej męczyła mnie bezsenność.
O piątej robiłam za taxi...
Cały dzień w dupie...
Podoba mi się każdy...
Przez pięć minut,dwa dni...
Sweter dla męża w większej części zrobiony-dwa rękawy i tył.Został do zrobienia przód.
Robótka wychodzi mi już bokiem,bo mam chęć robić coś innego.
Tylko przecież OBIECAŁAM.
Więc dziabię...
Do Mańka przyszedł kolejny kolega(koleżanka?) na wycieraczkę.
Ja nie wiem,czy koty czują wykastrowanego kota?
Bo w domu kota nie czuć, nie tylko moje odczucie ale innych,którzy przychodzą - zdziwieni bo nie cuchnie kocim moczem...
Albo po prostu ktoś chamsko mi te koty podrzuca?
I jeszcze bym parę rzeczy napisała,ale mi się nie chce.
Spałam trzy godziny.
Całe trzy godziny.
Do drugiej męczyła mnie bezsenność.
O piątej robiłam za taxi...
Cały dzień w dupie...
Etykiety:
pisadło
26 października 2009
Jak mi dobrze....
Jak wspaniale i cudownie!!!!
I miałam pisać notkę o tym jak mi źle,ale jeden telefon zmienił wszystko!
Dzwoniła pani dyrektor ze szkoły w której pracowałam.
Siadł im system i teraz nie mogą się poskładać!
I czy ja czasem nie pamiętam....
NIE,KURWA NIE PAMIĘTAM I MAM PRAWO ZAPOMNIEĆ A NAWET JAK PAMIĘTAM TO POCAŁUJCIE MNIE W DUPĘ I SIĘ MĘCZCIE SAMI!!!
O!!!!!!
A chodziło o Multimedialne Centrum Informacji w którym zakładałam net i robiłam wszystko od podstaw...i ślęczałam po godzinach w bibliotece,żeby dzieciom zrobić to Centrum.Niestety jeden komputer,który dostaliśmy był już ograny i otóż właśnie do niego nie mogą się dostać.
A chuj mnie to obchodzi!
JA PRZECIEŻ JUŻ TAM NIE PRACUJĘ...
NIECH MĘCZĄ SIĘ CI KTÓRZY TAM PRACUJĄ...
może to moja podłość,ale gdzie jest kurwa logika.Jeśli nauczyciel jest opiekunem Samorządu,dostaje nagrodę dyrektora i się mu nie przedłuża umowy...no kurwa gdzie ta logika??
Pech chce,że jak mam pracę to trafiam do zamkniętego już środowiska,w pierwszej pracy ewidentnie nie pasowałam jeśli chodzi o mentalność.Nie żyłam pieniędzmi,nie podniecałam się nowo kupionymi autami,budowami kolegów koleżanek,mieszkałam wtedy z teściami a wszyscy mieli własne domy i żyli trzy poziomy lepiej ode mnie...
W szkole trafiłam na środowisko,elitę z małej miejscowości,niby miasto(bez środka transportu chyba,że takim nazwiemy rower).Każdy każdego znał,każdy wiedział kto kim jest i nagle trafiam ja,niby urodzona w mieście,ale mieszkająca na wsi.Każdy mieszkał w promieniu tych 10 km od szkoły,ja ich miałam 20.I znów pchnięta w bok,oczywiście nie było tak,że stałam z boku,bo poznałam kilka fajnych osób,z którymi szło porozmawiać...
Ale wiedziałam,zawsze wiedziałam,że ja tam nie pasuję.
Chyba nigdzie nie pasuję.
Nie potrafię się odnaleźć.
Ale ogólnie nie o tym miało być tylko o dzikiej rozkoszy,że obudzili się z ręką w nocniku i nie wiedzą co robić a szczerze mówiąc koło dupy mi to lata!!
Satysfakcja chyba tak można nazwać ten stan...
FOTY:
Tajemnicza paczka

Jej zawartość:

Bonus:

PACZKA Z ZAMOTANE.PL A KSIĄŻKA OD SIOSTRY ;))))
PS.
Takie śmieszne zdarzenie z soboty.
-Puk, puk
-kto tam?
-ja do Mańka...
A na serio to słyszałam szum na klatce chodowej i jakby kota...ale mój przecież z domu nie wychodzi...
Otwieram drzwi a na wycieraczce siedzi biały kot i żałośnie miauczy...
To ja już wiem co Maniek robi jak nas w domu nie ma..... ;D
I miałam pisać notkę o tym jak mi źle,ale jeden telefon zmienił wszystko!
Dzwoniła pani dyrektor ze szkoły w której pracowałam.
Siadł im system i teraz nie mogą się poskładać!
I czy ja czasem nie pamiętam....
NIE,KURWA NIE PAMIĘTAM I MAM PRAWO ZAPOMNIEĆ A NAWET JAK PAMIĘTAM TO POCAŁUJCIE MNIE W DUPĘ I SIĘ MĘCZCIE SAMI!!!
O!!!!!!
A chodziło o Multimedialne Centrum Informacji w którym zakładałam net i robiłam wszystko od podstaw...i ślęczałam po godzinach w bibliotece,żeby dzieciom zrobić to Centrum.Niestety jeden komputer,który dostaliśmy był już ograny i otóż właśnie do niego nie mogą się dostać.
A chuj mnie to obchodzi!
JA PRZECIEŻ JUŻ TAM NIE PRACUJĘ...
NIECH MĘCZĄ SIĘ CI KTÓRZY TAM PRACUJĄ...
może to moja podłość,ale gdzie jest kurwa logika.Jeśli nauczyciel jest opiekunem Samorządu,dostaje nagrodę dyrektora i się mu nie przedłuża umowy...no kurwa gdzie ta logika??
Pech chce,że jak mam pracę to trafiam do zamkniętego już środowiska,w pierwszej pracy ewidentnie nie pasowałam jeśli chodzi o mentalność.Nie żyłam pieniędzmi,nie podniecałam się nowo kupionymi autami,budowami kolegów koleżanek,mieszkałam wtedy z teściami a wszyscy mieli własne domy i żyli trzy poziomy lepiej ode mnie...
W szkole trafiłam na środowisko,elitę z małej miejscowości,niby miasto(bez środka transportu chyba,że takim nazwiemy rower).Każdy każdego znał,każdy wiedział kto kim jest i nagle trafiam ja,niby urodzona w mieście,ale mieszkająca na wsi.Każdy mieszkał w promieniu tych 10 km od szkoły,ja ich miałam 20.I znów pchnięta w bok,oczywiście nie było tak,że stałam z boku,bo poznałam kilka fajnych osób,z którymi szło porozmawiać...
Ale wiedziałam,zawsze wiedziałam,że ja tam nie pasuję.
Chyba nigdzie nie pasuję.
Nie potrafię się odnaleźć.
Ale ogólnie nie o tym miało być tylko o dzikiej rozkoszy,że obudzili się z ręką w nocniku i nie wiedzą co robić a szczerze mówiąc koło dupy mi to lata!!
Satysfakcja chyba tak można nazwać ten stan...
FOTY:
Tajemnicza paczka
Jej zawartość:
Bonus:
PACZKA Z ZAMOTANE.PL A KSIĄŻKA OD SIOSTRY ;))))
PS.
Takie śmieszne zdarzenie z soboty.
-Puk, puk
-kto tam?
-ja do Mańka...
A na serio to słyszałam szum na klatce chodowej i jakby kota...ale mój przecież z domu nie wychodzi...
Otwieram drzwi a na wycieraczce siedzi biały kot i żałośnie miauczy...
To ja już wiem co Maniek robi jak nas w domu nie ma..... ;D
21 października 2009
Środa,21 października
ODSŁONA DRUGA:







NA STAREGO GRUBASA NA ZDJĘCIACH NIE ZWRACAMY UWAGI!!!
Wszystkie modelki zajęte,więc musiałam sama zapozować.
Tak się Budyniowy prezentuje na człowieku.
Idę szukać nowego szablonu...
W międzyczasie czekam na paczuszkę ;)))
NA STAREGO GRUBASA NA ZDJĘCIACH NIE ZWRACAMY UWAGI!!!
Wszystkie modelki zajęte,więc musiałam sama zapozować.
Tak się Budyniowy prezentuje na człowieku.
Idę szukać nowego szablonu...
W międzyczasie czekam na paczuszkę ;)))
20 października 2009
Wtorek,20 października
ODSŁONA PIERWSZA
"BUDYNIOWA MIĘKKOŚĆ"



Zestaw wykonany z włóczki Sonia.
Prezent dla mojej siostry mieszkającej w Szkocji.
Jak widać: beret baskijski+zarękawki+szal
Szal o wymiarach 23cm x 170cm
"BUDYNIOWA MIĘKKOŚĆ"
Zestaw wykonany z włóczki Sonia.
Prezent dla mojej siostry mieszkającej w Szkocji.
Jak widać: beret baskijski+zarękawki+szal
Szal o wymiarach 23cm x 170cm
19 października 2009
Poniedziałek,19 października
Z wielkim bólem serca rozstałam się z ownlogiem.Przez wiele lat uważałam go za najlepszy serwis z blogami.
Niestety to co mnie w nim wkurzyło to wstawianie zdjęć.
Bo żeby wstawić, trzeba najpierw je umieścić na serwerze zewnętrznym a później trzeba wklepać adres zdjęcia.
Za dużo roboty, tym bardziej,że czasem będę chciała umieścić zdjęcia swoich prac i widzę już krew zalewającą mnie przy wykonywaniu tych wszystkich skomplikowanych czynności.
A tu, mogę włożyć zdjęcie prosto z dysku...
*
6 tydzień mój Urząd Pracy nie zamieścił żadnego nowego ogłoszenia!!!!
Szukam pracy po różnych portalach,gazetach i nic.
Zaczynam tracić nadzieję,że kiedykolwiek wyjdę z domu, do ludzi.
Dostaję kręćka.
Zaszalałam jeśli chodzi o włóczkowe zakupy...wydałam całą kasę,którą dostałam na imieniny.
Zastanawiam się czy jak przyjdzie paczka,to listonoszka ją do domu przyniesie czy może zostawi awizo,bo jakby dużo będzie tego.
W głowie i gazetach kilka projektów,które muszę zrobić ;)
Obecnie tworzę swetrzysko dla męża.
Ogólnie mi nijak.
ani smutno, ani wesoło.
Tradycyjnie boli mnie głowa, chce mi się spać i zaczyna mi się chyba PMS (albo ogólnie wkurza mnie wszystko)...
Niestety to co mnie w nim wkurzyło to wstawianie zdjęć.
Bo żeby wstawić, trzeba najpierw je umieścić na serwerze zewnętrznym a później trzeba wklepać adres zdjęcia.
Za dużo roboty, tym bardziej,że czasem będę chciała umieścić zdjęcia swoich prac i widzę już krew zalewającą mnie przy wykonywaniu tych wszystkich skomplikowanych czynności.
A tu, mogę włożyć zdjęcie prosto z dysku...
*
6 tydzień mój Urząd Pracy nie zamieścił żadnego nowego ogłoszenia!!!!
Szukam pracy po różnych portalach,gazetach i nic.
Zaczynam tracić nadzieję,że kiedykolwiek wyjdę z domu, do ludzi.
Dostaję kręćka.
Zaszalałam jeśli chodzi o włóczkowe zakupy...wydałam całą kasę,którą dostałam na imieniny.
Zastanawiam się czy jak przyjdzie paczka,to listonoszka ją do domu przyniesie czy może zostawi awizo,bo jakby dużo będzie tego.
W głowie i gazetach kilka projektów,które muszę zrobić ;)
Obecnie tworzę swetrzysko dla męża.
Ogólnie mi nijak.
ani smutno, ani wesoło.
Tradycyjnie boli mnie głowa, chce mi się spać i zaczyna mi się chyba PMS (albo ogólnie wkurza mnie wszystko)...
Etykiety:
pisadło

