Moje dni bez Ciebie są szare i smutne.
Żyję pięknymi wspomnieniami naszych wspólnie spędzonych chwil.
Te nasze "szaleństwa".
Nawet nie wiedziałam,że będziesz miał tyle siły i wigoru,żeby zrobić całą przeprowadzkę.
Tak,przeprowadziłeś mnie(oprócz mebli,ale to zrozumiałe).
Albo nasze cudowne wypady za miasto...
Jednak przyszedł dzień w którym zacząłeś mnie,brutalnie mówiąc,wkurwiać.
To kiedy w połowie drogi odechciało Ci się jechać.
Kiedy po jednej z dyskotek szkolnych musieli nas wypychać.
Przestałeś liczyć się z moim zdaniem.
Później jeszcze trzy razy zrezygnowałeś z podróży, doprowadzając mnie do łez.
Musieliśmy się rozstać, to było nieuniknione...
chociaż nie chciałam Cię zostawiać...
Tak, lepiej by było gdybyś był przy mnie Ziutku,
ale nie jesteś...
Najgorzej było patrzeć jak ktoś obcy w Tobie grzebie, zatapia swoje tłuste paluchy w Tobie...
Aż się wtedy popłakałam.
Ale umówmy się, swoje najlepsze lata już dawno miałeś za sobą.
Nie zobaczymy się już nigdy,bo przerobili Cię zapewne na żyletki, kto wie, może Twoje serce ma nowego właściciela.
Pozostaniesz na zawsze w mojej pamięci.
Moja "Mechaniczna pomarańczo"

*
Tak to były chwile...
Niezapomniane chwile,kiedy musiałam wypychać auto,lub kiedy musiałam je odpalać kijkiem!Zawsze na wszelki wypadek woziłam zapasowy kijek,bo nigdy nie wiadomo.
Żałuję czasem,że nie ma już Ziutka, bo zrobił wiele,całą przeprowadzkę nim zrobiłam...ogólnie był niezastąpiony.
Co z tego,że mam teraz "Czerwonego Zadka" jak mi się tęskni za moim maluszkiem,tym cudownym klekocikiem jego, maksymalną prędkością 80km/h i tym,że mogłam go sama naprawić(w miarę możliwości).
Tak na marginesie "Zad" ma założone już opony zimowe ;))
*
Wczoraj co było śmieszne,robiłam za informatora.
Znaczy tak, tata instalował sobie antywirusa :P
Program oraz instalacja po angielsku.
Tata angielskiego nie zna, od razu wcisnął przycisk "Help" w telefonie i połączyło go ze mną.
Cóż rozmowa telefoniczna po angielsku nie ma sprawy.
Rozmowa z kimś kto wydukuje angielskie słówka...
Rany,myślałam że padnę.
Bo ze zwykłych słów nie wiem co się robiło.
W końcu kazałam wszystko literować.
Po trzech godzinach walki taty z oprogramowaniem i 12 telefonami do mnie w tej sprawie "o już wiem, dobra to kończę", po czym "chyba jednak nie wiem o co chodzi", program został zainstalowany.
A już miałam normalnie wsiąść w auto i jechać te 60 km zainstalować mu ten program...
Dlaczego nie chciał zainstalować Avasta? nie wiem.
proponowałam,mówiłam,że łatwiej, cóż...
Ważne,że ma już antywirusa i nie będzie się bał odbierać maili.
A bo moi rodzice a przynajmniej tata to tacy bardziej rozwinięci technicznie i informatycznie są.
Początki były takie,że musiałam robić screeny,drukować i przyklejać na ścianie (nie żartuję,niestety).
A teraz tata SAM założył sobie konto na allegro i nawet kilka rzeczy już zakupił ("nigdy nie kupię nic przez internet,bo tam oszukują"-twierdził z uporem maniaka,bo w pracy się nasłuchał o takich przypadkach).
Ehhh idę sprzątać.


1 komentarz:
Tekst o "Mechanicznej Pomarańczy" jest zabójczy! :)) Z humorem i polotem, i to takim, że normalnie padłam :)).
Twoi rodzice przynajmniej są zinformatyzowani, a w moim domu komputer służy mojej mamie do... ścierania z niego kurzu... I chociaż namawiam ją wszelkimi sposobami, tłumaczę i pokazuję, sama się do komputera nie dotknie. Ech...
Prześlij komentarz