30 października 2009

Byłam u fryzjera....

Gdybym tak napisała to byłabym kłamczuchą,bo przecież fryzjer to ja ;))
No tak, musiałam obciąć już te ohydnie wyglądające kudły!!
Nie ma nic gorszego niż rozdwojone końcówki i wypadające włosy.
A moje wypadają(wypadały) na potęgę.
Powiedzmy,że nie mogę mieć włosów do pasa bo dla nich to masakra.
Więc są krótkie.
Dajmy na to,że je cieniowałam...albo załóżmy,że miały być cieniowane.
Koszt obcięcia 0 zł.
To moje drugie własnoręczne obcinanie, pamiętałam już żeby mokrych włosów nie podcinać do upragnionej długości,tylko dłużej, bo jak wyschną to się uniosą.
Ostatnio takiej wiedzy nie posiadałam i byłam ścięta za krótko...
Dziś rano stwierdziłam,że jest to fryzura "na Rubika"
Trzasnę sobie jeszcze jasnego blonda i jak w mordę strzelił...Rubik z nadwagą.
Nie, na serio to myślę o rudym.
kocham rudy,marzę od dziecka o rudych włosach...
Marzę również o przystojnym,rudym,brodziatym Szkocie,koniecznie mieszkającym w jakimś szkockim zamczysku,oczywiście Szkocie w kilcie,bez majtek dla jasności...
A mąż...nie znosi rudego!!!!
Odgraża się,że mnie opierniczy na łyso jak będę spała...
No i co mam teraz robić?
Bo ja szamponetką chciałam-tak do 6 myć,tylko,żeby się nacieszyć...
Ehhhh i tak zafarbuję i efekt zaprezentuję na zdjęciach-nawet już cyknęłam fotę moich kudełków w umywalce-dla niedowiarków,że sama wszystko robiłam.
A jeśli się komuś zdaje,że ja mam rude włosy-niby,że na zdjęciach z beretem i szalem tak widać, to mówię - tylko tak widać.Bo mam ciemny blond naturalnie.
*
Z innej beczki- mąż gdzieś podpatrzył sklep SPOD lADY...jest tam kilka rzeczy,które w dzieciństwie (PRL) mnie cieszyły a wśród nich gra Eurobusiness...można część rzeczy kupić,również i grę.Tej gry nigdy nie miałam,miał ją mój brat cioteczny.Gdy ją zobaczyłam,zaczęłam się ślinić.Znalazłam ją jeszcze taniej na REBELu.Kupiłam.Gra sobie właśnie jedzie do mnie przez pół Polski.Koszt kuriera to 15 zł- gdyby tylko do mnie jechał, to się nie opłaca,bo paliwo więcej kosztuje,może więc po drodze jeszcze kogoś ma?Jeśli nie to współczuję...Chciałabym widzieć jego minę,gdybym mu powiedziała co mi przywiózł ;))
Zastanawiam się więc czy tego czasem nie zrobić :P
Czekam więc na grę,bo tak by było co w weekend robić.
Marzę o wyjściu do kina.
Nie byłam już ze sto lat.
Oczywiście nie mam z kim, oczywiście mnie nie stać,bo tu w okolicy nie ma kina :/ mam wybór dojazdu 60 km lub 50 km do miast wojewódzkich.Pech chciał,że znalazłam się po środku dwóch województw, na wsi,której wg operatorów różnych sieci i systemów, po prostu nie ma...
Utknęłam na wsi zabitej dechami,gdzie jeszcze przebłyski średniowiecza są.Np. niezapomniany kibel u teściów - na dworze, zimna woda...PRZEŻYŁAM TAM DWIE ZIMY więc chyba nic już nie jest mi straszne, właściwie to prawie niczym to się nie różniło od życia w kartonie.
Jestem chyba przygotowana już na taką ewentualność...
*
1/3 przodu mężowskiego swetra zrobiona, jeszcze 2/3 i żegnaj podła włóczko!Bo włóczka cieniutka jest i po prostu kurwica mnie bierze jak mam dziabać w czymś takim małym,z brylami na ryju.Jeszcze 2/3 i jestem bliżej swojego płaszcza...co prawda po drodze będę robiłam drugi budyniowy komplet zimowy,ale to pestka 2,3 dni i komplet gotowy.
*
A i zapomniałam powiedzieć, w przyszłym tyg robię za cukiernika.
Piekę dwa ciasta na zamówienie.
Nie za darmo ;)))
Ktoś dostrzegł mój ukryty potencjał, jeśli chodzi o wypieki :P

1 komentarz:

takczysiak pisze...

Kurcze, ja też już muszę się do fryzjera wybrać (sama ciąć się nie odważę, zwłaszcza, że włosy naturalnie kręcone), tylko boję się, że to przyszłe obciachanie nie wyjdzie już tak jak to poprzednie... i może być zonk.

W kwestii koloru włosów i Twojego męża, moja rada brzmi: farbuj na rudy, tylko chodź, a zwłaszcza śpij, przy nim w czapce ;))

PS
moja wieś też taka. Pozwolę sobie przytoczyć hasło reklamowe mojego operatora: "internet jest wszędzie". To ja się go pytam: "wszędzie", czyli gdzie? Bo na pewno nie u mnie...